![]() |
![]() |
|
|
|
|
Rozmowa ze Zdzisławem Trykiem, radnym Samorządu m. Wilna z frakcji liberałów Wojaże i dni powszednie Mimo że kontakty samorządów stolic Polski i Litwy datują się sporym okresem czasu,
tak ważny dokument jak Umowa, został podpisany dopiero przed trzema laty. W nim to
właśnie szczegółowo określone zostały wszystkie dziedziny współpracy. Tym niemniej
życie wnosi coraz to nowe korekty, rozszerza ten ważny dokument o nowe poczynania. - W skład naszej delegacji, której przewodniczył wicemer Wilna Algimantas Vakarinas,
weszło czterech radnych z różnych opcji politycznych: Tadeusz Filipowicz (AWPL), Simas
Ramutis Petrikis (konserwatysta), Algirdas Karalius (socjalliberał), jak też ja. Do
Polski z nami udał się także kierownik wydziału do spraw zagranicznych Romualdas
Tarvydas. Czy był to Pana jako radnego pierwszy wojaż zagraniczny? - Nie, gdyż mam w pamięci podróż do innego miasta Polski - Władysławowa,
niedaleko Gdańska, która miała miejsce w roku ubiegłym. Tam odbyło się bardzo
ciekawe seminarium-szkolenie. Sądzę, że takie szkolenia są konieczne, gdyż są
pomocne w dalszej pracy radnego. Z tego wynika, że potrzebne jest szkolenie na miejsce radnego. - O tak. i dlatego jestem skłonny uważać, że kadencja trzyletnia radnego jest
stanowczo za krótka. Trzeba koniecznie ten okres przedłużyć o rok, a może i dwa. Bo
wszystkie kwalifikacje przychodzą z czasem. Tak samo i radnego. - Pan jest w socjalnym? - Tak, cieszę się z tego i cenię, bo uważam, że praca z ludźmi zawsze należała
do najbardziej odpowiedzialnych. Zanim zostałem radnym nawet nie wyobrażałem sobie, że
w mieście jest taka sytuacja, że, niestety, nie zawsze można człowiekowi pomóc, gdyż
miasto jest biedne - chodzi o mieszkania, zapomogi itp., a czasami, niestety, i nie
trzeba, bo zdarzają się oszuści. Kiedy się zaczyna dokładnie badać sprawę, okazuje
się, że sytuacja jest zupełnie inna niż przedstawia petent. "Kurier Wileński" 20 listopada 2001 r. |
| Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych, 2001 | |