![]() |
![]() |
|
|
|
|
„Słoneczko” Tak go nazwała, gdy tylko się poznali. Tak pieszczotliwie nazywa go też dziś, mimo że od tej chwili przeszło ponad dziesięć lat. Pierwsze uczucie nie tylko nie zblakło, wręcz odwrotnie - wygląda, że rozpala się z każdym dniem coraz bardziej, coraz namiętniej. Ale, tylko z jednej strony. Ze strony Liny. Była maturzystką, kiedy na urodzinach u koleżanki po raz pierwszy zobaczyła Vytasa.
Przystojny chłopiec, kilka lat od niej starszy, interesujący rozmówca - spodobał się
od razu. Zakochała się i po kilku miesiącach znajomości oświadczyła: wychodzę za
mąż. Na próżno rodzice próbowali perswadować: zaczekaj jeszcze kilka lat, jesteś
taka młoda, masz przed sobą studia, poznacie się bliżej. Nie chciała niczego
słyszeć, również tego, że Vytukas - zawsze o nim mówi pieszczotliwie i zdrobniale -
od lat prawie pięciu po maturze, nic nie robi. Owszem, to w jednej pracy się zaczepił,
to w drugiej, ale jakoś do niczego, jak mówił, serce mu nie lgnęło - stale
poszukiwał siebie. Na swoim Na to nie mogła spokojnie patrzeć matka. „On cię wyzyskuje" - mówiła, ale
Lina broniła męża jak lwica. Rodzice myśląc, że może rzeczywiście nie mają racji,
zdecydowali - młodzi muszą mieszkać osobno. Dzień powszedni Na szczęście po ukończeniu nauki Lina otrzymała odpowiedzialną, ale popłatną pracę. Logicznie myśląca, doskonale mogąca poradzić innym, we własnym życiu była bezsilna. Co najważniejsze, absolutnie niczego złego nie widziała, jeżeli chodziło o męża. W tym, że zmieniał prace jak rękawiczki, że nigdzie długo nie zagrzał miejsca, że wylegiwał się do południa w łóżku, że synka - który w ich życiu się już pojawił - nie potrafił nawet zaprowadzić do przedszkola. Bo nie chciał. „Przecież ty i tak idziesz z rana do pracy, więc po drodze go zaprowadzisz" - motywował. Ano i prawda, przecież on ma rację - myślała. Zachcianki Vytukas stale był w poszukiwaniu. Ciągle miał nowe zachcianki. Najpierw miał być
samochód. „Bo jak to mam być gorszy od innych" - tłumaczył. Lina nieco się
zapożyczyła, trochę dopomogli rodzice i samochód stanął pod oknem ich mieszkania.
Kiedy opowiedziała o nowym nabytku, koleżanki z pracy orzekły: no to świetnie, nie
będziesz musiała z torbami w trolejbusie się obijać. „Wy mi po prostu zazdrościcie” Mimo dobrych zarobków Liny pieniędzy ciągle brakowało. W domu zjawił się
komputer, bo Vytukas chciał go opanować, potem podłączony został do Internetu, bo to
światopogląd rozszerza. Najpierw Lina kupiła jeden telefon komórkowy mężowi, potem
inny, bardziej nowoczesny. I oczywiście, płaciła wszystkie jego rachunki - za wyprawy
do kawiarni, na bowling, do basenu, za benzynę... Wyprawa na wesele Latem ubiegłego roku Lina przyszła do pracy i zaczęła liczyć, jakie czekają ją
wydatki w związku ze zbliżającym się weselem siostry: bo Vytukasowi trzeba nowy
garnitur sprawić i kilka nowych koszul, bo nie pojedzie przecież w używanych.
Koleżanki znów docięły: to czy on się żeni, że tak go wystrajasz. Pożyczyły Linie
co mogły - jedna bluzkę, druga naszyjnik, żeby wyglądała odpowiednio, bo na swoje
ubranie nigdy nie miała pieniędzy. Czekały na wrażenia z wesela. W poniedziałek Lina
była szczególnie milcząca, więc nie wytrzymały: no i jak tam bawiliście się na
weselu? Praca to nie dla mnie Dwa razy miesięcznie „słoneczko" przychodzi do instytucji, w której pracuje
Lina. Bo akurat są mu na coś potrzebne pieniądze. Lina z uśmiechem go spotyka i
wydziela zawsze sumę, o którą prosi. Koleżanki nie wytrzymały i raz wprost go
zapytały: a ty kiedy wreszcie sam zarobisz. „Kurier Wileński”, 2 lutego 2002 r.
|
| Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych, 2001 | |