|
Wyznanie - jeszcze nie zadośćuczynienie
Po raz pierwszy od czasu wystartowania na początku lat 90. reformy
reprywatyzacyjnej kierownik powiatu wileńskiego oficjalnie i publicznie przyznał, że w
procesie zwrotu ziemi podwileńskiej urzędnicy powiatowi oraz mierniczowie dopuścili
się poważnych nadużyć, w których wyniku ucierpieli prawowici właściciele.
Gediminas Paviržis poza standardowymi frazesami o przyczynach złego stanu rzeczy z
restytucją ziemi na terenach pod stolicą miał odwagę wymienić też prawdziwe powody.
(…)
Cóż, mając na uwadze fakt, że wszyscy dotychczasowi naczelnicy stołecznego powiatu
pary z gęby nie puścili na temat poważnych wykroczeń podwładnych (co więcej,
sławetny Vidunas sam aktywnie uczestniczył w kupczeniu i parcelacji najbardziej
atrakcyjnej ziemi w stolicy i jej okolicach), zachowanie Paviržisa należy uznać za
kardynalne nowum. Oczywiście, ktoś może twierdzić, że zrobił to pod pręgierzem
prokuratury i służb specjalnych, które, jak się wydaje, poważnie zajęły się
(wystraszone mafijnym tropem sprawy) rozkradaną stołeczną i podwileńską ziemią.
Może istotnie prokuratura i STT posłużyły katalizatorem nowemu kierownikowi powiatu w
ujawnieniu prawdziwych przyczyn niezwracania ziemi dla właścicieli z Wilna oraz rejonów
wileńskiego i trockiego. Niemniej zachowanie się Paviržisa potwierdza ogólną o nim
opinię, że jest porządnym, uczciwym człowiekiem. (…)
Doczekaliśmy się czasów, kiedy zjawisko, o którym „Przyjaźń" pisała przez
wiele lat, zostało nazwane wreszcie po imieniu. W wielu przypadkach zagarnięta ziemia
została już niejednokrotnie odsprzedana, ostrzega Paviržis, tłumacząc się jakby, że
wówczas już nic się nie da zrobić. Nie łudzę się. Niemało właścicieli z Zujun,
Bujwidziszek, Awiżeń, Rzeszy, a nade wszystko z terenów Wilna okaże się ostatnimi
Mohikaninami na swej własnej ojcowiźnie, którą im wydarli pazerni, zachłanni
przybysze, co nigdy tam swej ziemi nie mieli.
Tak, niestety, tolerowanie na przeciągu wielu lat (a może czasami nawet inspirowanie)
haniebnych faktów dokonanych przez wysokich urzędników państwowych, polityków dzisiaj
pozwala mówić nie o likwidacji zjawiska, tylko o możliwej skali naprawienia krzywd. Czy
to będzie symbolicznych 14 spraw, które mają wpłynąć do sądu z inicjatywy
administracji powiatu, czy może to jednak jedynie początek szerszej akcji?
Wiele będzie zależało od Paviržisa, Balcewicza, Zinkevičiusa. Samej uczciwości na
pewno nie wystarczy. Potrzebna jest determinacja, a także wola i odwaga polityczna.
Klimkevičius na pewno będzie wzbraniał się rękami i nogami przeciwko uczciwemu
reprojektowaniu okradzionych wiosek i gmin. Układy partyjne, pieniądze, mierniczowie,
linia polityczna państwa wreszcie... Kolejność wymienionych powodów - nieznana mi -
może być odmienna.
W tym wszystkim widzę dwie ostatnie sprzyjające dla właścicieli szanse: działania
prokuratury i służb specjalnych oraz zbliżające się wybory prezydenckie. W tym
ostatnim przypadku sprawę trzeba stawiać nie tradycyjnie (tylko mnie wybierzcie, a ja
załatwię), a nowatorsko (zrób w sprawie ziemi znaczące konkrety przed wyborami, a
będziemy na ciebie głosować).
Tadeusz Andrzejewski, „Przyjaźń", 8-14 listopada 2001 r.
|