







|

|
Niemież
Przy Szosie Mińskiej w odległości 5 km na południowy wschód od stolicy Litwy leży
Niemież (Nemežis), ładny, ruchliwy ośrodek gminy, mający długą i ciekawą
przeszłość.
Znany od czasów Witolda
Jego nazwa jest znana już od czasów panowania wielkiego księcia litewskiego -
Witolda (ok. 1352-1430). Tutaj, w 1397 roku osiedlił on Tatarów. Jedni z nich trudnili
się rolnictwem i ogrodnictwem, inni zajmowali się rzemiosłem garbarskim, jeszcze inni,
a była ich większość, służyli w wojsku. Razem z żołnierzami innych narodowości
brali udział w bitwie pod Grunwaldem.
Było tutaj w tamtych czasach puste miejsce, gołe pola i łąki. Przybyłym tu ludziom
pozwalano brać ziemię - kto ile chce, komu ile trzeba. Brali więc nie mierząc,
budowali na tej ziemi domy, sadzili sady. Otóż od tego, że brali ziemię nie mierząc,
powstała nazwa tej miejscowości - Niemież. Niektórzy jednak twierdzą, że osiedle o
wiele później nazwał tak hrabia Benedykt Tyszkiewicz.
Potomkowie Tatarów mieszkają tu do dziś. Co prawda, w ciagu kilku wieków życia na
litewskiej ziemi wyznawcy Islamu w wielkim stopniu asymilowali się, nie zachowali
języka, jednak swej kultury i religii zawsze strzegli. Nie zważając na różnorodne
perypetia historii, potrafili ją zachować i przekazać swoim dzieciom, wnukom,
prawnukom…
Sensacyjna historia osiedla
Piękna historia Niemieża dzisiaj, można rzec, w jakimś stopniu jest nawet
sensacyjną. W XIV wieku w Niemieżu stał Zamek, stanowiący letnią rezydencję ks.
Witolda (stryjeczny brat Władysława Jagiełły) oraz jego żony Julianny. Tutaj dla
chorej żony księcia, mistrz krzyżacki przysłał swego lekarza z lekami. W Niemiezu
Julianna zmarła.
Później w 1496 r. Aleksander Jagiellończyk (1461-1506), wielki książę litewski,
król polski od 1501 r., spotkał tu uroczyście swoją narzeczoną Helenę, córkę
wielkiego księcia moskiewskiego - Iwana III, która przyczyniła się do zawarcia rozejmu
między Litwą a Moskwą po wojnie litewsko-moskiewskiej. Ten szacowny Zamek został
jednak zrujnowany i obecnie niemożliwie jest określić miejsce, w którym się
znajdował.
Jesienią 1656 r. w Niemieżu podpisano umowę rosyjsko-litewską, na mocy której Rosja
obiecała pomoc Litwie w walce ze Szwecją.
Między II a III rozbiorem Polski, w 1794 r. w Niemieżu stał oddział powstańców pod
dowództwem pułkownika, wychowanka Szkoły Rycerskiej - Jakuba Jasińskiego (1761-1794),
który na czele sprzysiężonych wzniecił w Wilnie powstanie. Po połączeniu się z
innymi oddziałami powstańców 23 kwietnia napadł na wojska carskie i zajął Wilno.
O przeszłości Niemieża pisał w swych pracach krajoznawczych Władysław Syrokomla.
Przy Trakcie Oszmiańskim, na granicy posiadłości należących do Niemieża, stał do
końca I wojny światowej pomnik, poświęcony rosyjskiemu pułkownikowi Michaiłowi
Diejewowi. Diejew został ciężko ranny w czasie próby zdobycia Wilna w 1874 r. i zmarł
w Niemieżu. Na postawionym przez żonę pomniku był napis:
„Zdieś leżyt połkownik Diejew,
ubit od Polakow złodiejew."
Ponoć Władysław Syrokomla dopisać miał do niego następujący czterowiersz:
„Swego świnia nie syta,
w cudzyn ogrodzie zabita.
Przechodniu, zlituj się nad duszy tej upadkiem
Zapłacz przodkiem, westchnij zadkiem."
Ulubione miejsce filomatów
Niemież był też ulubionym miejscem spotkań wileńskiej młodzieży uniwersyteckiej
o antycarskich nastrojach, wśród których między innymi byli: Adam Mickiewicz
(1798-1855), Jan Czeczot (1797-1847), Tomasz Zan (1796-1855). Wymienieni wyżej wraz z
innymi filomatami zbierali się w karczmie przy szosie. Dzisiaj niestety nie jest łatwo
wskazać konkretne miejsce, na którym się znajdowała.
Niemież był posiadlością rodziny Sapiehów. Przed powstaniem listopadowym w 1830 roku
Niemież nabył hrabia Benedykt Tyszkiewicz (1801-1866), marszałek guberni kowieńskiej.
Przypuszczalnie w latach 40-50 XIX wieku, Benedykt wybudował Pałac w stylu
późnoklasycystycznym, który do dziś zachował się. Znajduje się za torami kolejowymi
przy szosie w Ogrodnikach (posiadłość niemieska), słynących niegdyś z dobrze
rozwiniętego ogrodnictwa. W tej dużej, ładnej wsi ostatnio wyrosło niemało nowych
domów jednorodzinnych. Pałac Tyszkiewicza, w którym gościło wielu znakomitych
Polaków (Juliusz Słowacki, bracia Śniadeccy, Władysław Syrokomla) niestety już przez
długi okres stoi tutaj samotnie z zabitymi na głucho oknami. Dzisiaj niczym nie
przypomina swej dawnej świetności. Przypuszcza się, że Zamek Witolda stał nieopodal
dworu hrabiego Tyszkiewicza. Ale to tylko hipoteza. Dwór był w posiadłości
Tyszkiewiczów do 1928 r. później wraz ze wszystkimi budowlami nabył go Michał
Bochwic, który wynajmował dwór od I wojny światowej.
Szkoła ogniskiem kultury
Trafić z Wilna do Niemieża nie jest trudno (od dworca 8 km). Wsiada się do autobusu
relacji Wilno-Niemież-Skojdziszki i po 20 minutach jest się na miejscu. Starzy
mieszkańcy miasteczka jeszcze pamiętają te czasy kiedy w autobusach było luźniej,
bowiem częściej jeździły. Teraz zazwyczaj są przepełnione, szczególnie z rana,
kiedy dzieci jadą do szkoły.
Niemieska Szkoła Średnia jest w tym okręgu bodajże najbardziej żywotnym, pełnym
życia ogniskiem kultury. Jest to szkoła trójjęzyczna (klasy litewskie, polskie,
rosyjskie). Panuje tutaj wesoła atmosfera, zarówno jak i w moich latach szkolnych.
Pierwszy spotkany przeze mnie uczeń, zapytany, czy słyszał albo może sam umie jakiś
wierszyk o Niemieżu, od razu z uśmiechem zarecytował:
Niemież! Jak dużo brzmi w tym słowie.
O Niemieżu nic złego nikt nie powie.
Lekcje w szkole obecnie prowadzi około 70 nauczycieli, naukę pobiera blisko 600
uczniów, z których połowę stanowią Polacy.
Niemieska szkoła jest faktycznie jedyną w republice, gdzie wykładane są trzy religie:
katolicka, prawosławna i mahometańska. Lekcje religii muzułmańskiej i języka wykłada
raz w tygodniu (we czwartki) Ali Chimsid, który przyjeżdża do Niemieża z ambasady
tureckiej. Kilkoro dzieci z Niemieża uczy się w Turcji. Córka Pani Ajszy Iljasiewicz,
przewodniczącej wspólnoty Tatarów Niemieża, po ukończeniu szkoły wyjechała do
Turcji i studiuje w Ankarze turkologię na Uniwersytecie Gazi.
Pałac przy drodze kupców
Jadąc po szosie mińskiej trudno sobie wyobrazić, że ta droga ciagnąca się przez
Niemież też ma swoją ciekawą historię. Wcześniej nazywano ją drogą Napoleona.
Kiedyś właśnie tą drogą z Wilna przez Oszmianę, Mińsk, dostarczano pocztę do
Moskwy. Niegdyś była to droga kupców słynąca z przydrożnych karczm. Przed I wojną
światową na jej 14-kilometrowym odcinku od Wilna, można było naliczyć 19 karczm.
Teraz, rzecz jasna, wszystko się zmieniło. Droga porządnie rozszerzyła się,
poszerzył się też Niemież, a domy zajezdne zniknęły.
Najstarsi mieszkańcy Niemieża, a także byli mieszkańcy Domu Pańskiego, inaczej
Majątku (tak nazywano Pałac Tyszkiewicza) powiadają, że idący na Moskwę Napoleon
Bonaparte zostawał na nocleg w Pałacu. Błyskawicznie jednak nasuwa się niemniej
ciekawa kontrowersja. Skoro Pałac wybudowano w 40-50 latach XIX w., w jaki sposób jeden
z najwybitniejszych wodzów świata - Napoleon I (1769-1821) mógł w nim nocować? W tych
latach już nie żył. Z innej strony, przypuśćmy, że Bonaparte naprawdę zatrzymał
się na nocleg w niemieskim Pałacu. Oznaczałoby to wtedy, że Pałac był wybudowany
wcześniej i nie przez hrabiego Tyszkiewicza, bo w czasach Napoleona był jeszcze
dzieckiem. Może po prostu na tym miejscu stała jedna z karczm. Ale mniejsza o to. Jak
już udowodniły niektóre wydarzenia, w pamięci ludzkiej wiecznie coś się pokiełbasi.
Tak jest i w tym wypadku. Historia stopniowo zaciera się i zamienia się w legendę, a z
czasem może w ogóle zniknąć.
Ludzie powiadają…
Ludzie powiadają, że na tym miejscu jeszcze ich babki i dziadkowie w ścianach
Pałacu, w ziemi znajdowali różnorodne wyroby ze złota (łyżki, monety francuskie),
które według nich należały kiedyś do cesarza Francuzów. Podczas wojny 1812 roku
Francuzi zatrzymywali sie w tych okolicach dwukrotnie. A we wsi Tołkaciszki znaleziono
napoleońską armatę, odlaną w 1798 r. Istniał tu nawet cmentarz francuski.
A propos o Francuzach. Za fakt, świadczący o tym, że przez Niemież przechodziła armia
francuska, służyć może masowe pogrzebanie dzielnych żołnierzy po tym jak uciekając
z Moskwy, ogromna ich ilość od silnych mrozów zamarzła na śmierć. Niezmierną
liczbę napoleończyków „zakopywano w głębokich dołach" - mówią mieszkańcy
osiedla. Wielu Francuzów pogrzebano na tym miejscu, gdzie obecnie znajduje się
niemieskie przedszkole, jak też niemal na całym terenie starego Niemieża.
„Pamiętam, jak w dzieciństwie wraz z kolegami bawiliśmy się tu w piasku w głęboko
wyrytych dołach przeznaczonych na fundamenty i śmieci. Często odnajdywaliśmy kości,
czaszki ludzkie, końskie. Nie mieliśmy wtedy zielonego pojęcia skąd się one tutaj
wzięły, bo cmentarz przecież znajduje się za torami kolejowymi. Bawiło to nas
niesamowicie. Nieraz, znalezionymi czaszkami chodziliśmy straszyć dziewczyn." -
mówi nastolatek spotkany obok przedszkola.
Niektórzy twierdzą, że w tych miejscach wcześniej (a jeszcze nawet w latach 50-ch XX
w.) nocami ukazywały się zjawy, duchy pogrzebanych nie po chrześcijańsku Francuzów.
„Ludzie często nie mogli trafić do domu. Jakaś „nieczysta" siła zmuszała ich
błądzić, krążyć wokół" - mówią najstarsi niemieżanie. Lecz później
sprowadzono księdza, który poświęcił wkopany na tym miejscu krzyż i od tego momentu
wszystko stanęło na swoje miejsce.
Kilka słów o Żydach
Tragiczną była przeszłość Żydow, którzy zamieszkiwali Niemież. Sporo ich tutaj
było przed II wojną światową. Zajmowali się w Niemieżu różnymi rzemiosłami. Przed
wojną w ich posiadłości był sklep niemieski, który się nazywał „Ruta" (od
imienia gospodyni). Stał mniej więcej w tym miejscu, gdzie obecnie jest przystanek.
Jeszcze przez długi okres po zakończeniu wojny znajdował się on w Niemieżu, ale już
nie należał do Żydów. Był własnością państwa. Sklep był z otwartym gankiem.
Wewnątrz znajdowały się półki z towarami (przede wszystkim spożywczymi, ale nie
tylko), a na samym środku sklepu stała dębowa lada.
„Kiedy przyszła wojna, wszystkich Żydów zebrano razem - wspominają najstarsi
niemieżanie. - Potem dokonano selekcji. Chorych rozstrzelano, zdolnych zaś do pracy
wywieziono do Ponar i zmuszano ciężko pracować (budowali drogi, kopali doły dla
zmarłych)". Ówcześni mieszkańcy Niemieża, pamiętają, jak przywożono tutaj na
pracę ludzi różnych narodowości. Często pomagali wygłodniałym, przekazując im
ukradkiem pożywienie. Niektórych za taką dobroczynność wywieziono do getta, które
znajdowało się w Wilnie przy ulicy Arkliu.
Znany dzięki Tatarom
Gminę Niemież zamieszkuje obecnie ponad 8000 osób. 65 % stanowią Polacy, 18 % -
Litwini, 10 % - Białorusini, 8 % - Rosjanie. Lecz Niemież przede wszystkim kojarzy się
z mieszkającymi tutaj Tatarami. Obecnie jest ich w Niemieżu ponad 100 osób. Chociaż
minęło już 600 lat od czasu ich zamieszkania na Litwie, dla niektórych nadal wydają
się być egzotycznymi. Tatarzy żyją tutaj od dawna i są w dobrych stosunkach z
wszystkimi mieszkańcami. Niemież - to jedna z niewielu miejscowości na Litwie, w
której tak skupienie są wyznawcy islamu. W samym centrum miasteczka, w kilkudziesięciu
metrach od głównego niemieskiego sklepu znajduje się meczet oraz cmentarz tatarski,
dzięki którym Niemież nabrał swoistego wschodniego kolorytu. Meczet wyróżnia się z
okolicznych budowli jaskrawym zielonym kolorem. Mniej więcej w tym samym miejscu
wcześniej stał inny meczet, ale w 1684 został spalony. W 1909 r. na jego miejscu
stanął obecnyy, zbudowany według projektu Sołomina. Można przypuszczać, że blisko
tyle samo lat mają znajdujące się na cmentarzu nagrobki, które popstrzone są
polskimi, rosyjskimi i litewskimi nadpisami.
Rytuał chowania umarłych
Islamska religia zabrania Tatarom stawić na grobach duże nagrobki z nadpisami i
fotografiami. Na tatarskim cmentarzu groby muszą być rozmieszczone rzędami, zgodnie z
tradycją i rytuałem muzułman podczas modlitw odbywających się w meczecie albo pod
otwartym niebem. Często po bokach mogiły są obkładane polnymi kamieniami i zawsze
mają dwa kamienie nagrobkowe: większy przed głową zmarłego, a mniejszy u nóg.
Zmarłego do mogiły łoży się głową na zachód. Poszczególnych grobów nie wolno
ogradzać. Tatarzy podkreślają, że wszyscy ludzie są równi i właśnie dlatego nie
wolno oddzielać się od innych. Zdarzają się jednak wyjątki. Pragnienie, by pamięć o
bliskim człowieku przetrwała jak najdłużej, czasami mija się z nauką Koranu.
Niektóre groby bogatszych ludzi ogrodzone są drewnianymi albo żelaznymi ogrodzeniami.
Niektóre kamienie są dosłownie wrośnięte w ziemię. W znośnym stanie są tylko groby
niedawno zmarłych, którymi opiekują się krewni. Postawiono piękne nagrobki z napisami
z Koranu. Ale z drugiej strony meczetu… można tylko przypuszczać, kogo tu pochowano. Z
trudnością daje się odczytać kilka napisów.
Skromny meczet niemieski
Meczety w miejscowościach zamieszkiwanych przez Tatarów (Stambule, Fezie) są
okazałe, bogato zdobione. W upalne dni obok nich tryskają srebrzyste fontanny. Meczet
niemieski nie jest tak bogaty. Jest to skromna budowla. Ale nawet i ten skromny meczet
jest źródłem potęgi Islamu. Poza ściśle religijnym kultem w meczecie odbywały się
obchody i nabożeństwa związane z tymi lub innym wydarzeniami, świętami. „Ostatnio
na nabożeństwa zbierało się bardzo mało ludzi. Dużo jest osób starych, dlatego
obchodzimy uroczyście tylko większe religijne święta" - powiedziała Pani Ajsza.
Nabożeństwa odbywają się w jezyku arabskim, odprawia je mułła. Parafię obsługuje
duchowny z Wilna, Mika Chalecki, który pochodzi z Rejszów.
Prawo kanoniczne Islamu nie uznaje duchowieństwa w takim sensie, w jakim uznaje go
kościół katolicki. Zarówno mułła, jak i jego pomocnicy, sa wybierani przez
zgromadzenie parafian. Wybiera się ich spośród tych ludzi, którzy znają Koran,
liturgię nabożeństw i obrzędów religijnych. Mułła jest równocześnie urzędnikiem
stanu cywilnego. Prowadzi metryki urodzin, ślubów i zgonów.
Podzielony na dwie części
Wnętrze meczetu w Niemieżu jest równie skromne jak jego wygląd zewnętrzny. Przed
wejściem do wnętrza rozesłany jest dywan, na którym wyznawcy Islamu zdejmują obuwie,
po czym wchodzą do świątyni i przystępują do modlitwy. Nie ma tu ani rzeźb, ani
obrazów, podłoga wyłożona jest dywanami, na ścianach wiszą tablice z cytatami z
Koranu. „Ambasada turecka w Wilnie pomogła nam w remoncie mecztu, sprezentowała kilka
dywanów, którymi usłaliśmy podłogę" - opowiada Pani Ajsza. Meczet jest
podzielony na dwie części: męską i żeńską. Gdyby opisać po arabsku to, co dzieje
się w części męskiej, brzmiałoby to mniej więcej tak: „W męskiej połowie
znajduje się mumber z którego imam czyta azan dla modlących się". Podział
meczetu na dwie części jest charakterystyczny tylko dla Lipków, gdyż w krajach
muzułmańskich takiego podziału nie ma. Modlitwy odbywają się po stronie męskiej,
kobiety mogą w nich uczestniczyć i przyglądać się im przez specjalne szpary w
ścianie.
Skąd się wzięli Lipkowie na Litwie?
Pierwsze wzmianki o Tatarach na Litwie sięgają początku XIV wieku, jednakże dopiero
za panowania księcia Witolda, u schyłku tegoż wieku (Tatarzy litewscy uznają za rok
swego przybycia na Litwę rok 1397) można mówić o ich osiedleniu się w naszym kraju.
Były to początkowo resztki rozbitych wojsk chana Złotej Ordy -Tochtamysza, który
przegrał walkę o tron i wraz ze swym rodem ukrył się na Litwie, pod opiekę Witolda.
Witold, będący wówczas zwierzchnikiem Wielkiego Księstwa Litewskiego, zobaczył w
walecznych Tatarach wspaniałą możliwość umocnienia swego panowania oraz obronności
Państwa. Pozwolił więc im nie tylko osiedlić się na Litwie, ale też obdzielił ich
ziemią i tytułami szlacheckimi. W zamian za okazaną dobroć, Tatarzy musieli pełnić
służbę wojskową i kurierską. Ostatecznie w wieku XVIII obowiązek służby
kurierskiej zniesiono. Chorągwie lekkiej jazdy tatarskiej przez długi czas stanowiły
jedną z podstaw potęgi militarnej Rzeczypospolitej.
Tatarzy litewscy niemal od początku swego zamieszkiwania na Litwie byli nazywani Lipkami.
Nazwa ta powstała zapewne na Krymie w wyniku zniekształcenia przez Tatarów krymskich
nazwy „Litwa Tatarzy". W ten sposób powstała nazwa „Lipka tatarlar".
Około wieku XVII to określenie zatwierdzono także w oficjalnych dokumentach
Rzeczypospolitej.
Tatarzy - to dobry naród
Miejscowi mieszkańcy z Tatarami zawsze żyli w zgodzie. W Niemieżu nigdy nie było
incydentów o tle narodowościowym. Pani Ajsza zauważyła, że ludzie różnych
narodowości patrzą na Tatarów dosyć przychylnie. Niektórzy mieszkańcy Niemieża
nawet dzisiaj nie wiedzą kim są Tatarzy i skąd się właściwie tutaj wzięli. Jest to
przede wszystkim młodzież i ludzie, którzy niedawno osiedlili się w Niemieżu.
Wiadomość, że Tatarzy są tu od 600 lat traktują jako nowe odkrycie Ameryki przez
Kolumba.
„W moim pojęciu to naród dobry. Wiadomo, trafiają się różni ludzie. Bądź to
Litwini, Polacy, Rosjanie czy też Tatarzy, zawsze wśród nich spotkasz jak dobrych tak i
złych. Jeżeli chodzi o niemieskich Tatarów, to należy przyznać, że nigdy nie
mieliśmy z nimi problemów. Różne problemy zawsze rozstrzygaliśmy razem" - mówi
długoletni dyrektor Niemieskiej Szkoły Średniej, Alfred Bujnowski.
Jan Tuczkowski
|